Ale matki to ty szanuj!

Tak naprawdę mam ten tekst gotowy od miesiąca i od miesiąca zastanawiałam się czy jest sens go puszczać. Jednak granice prywatności mam trochę inaczej ustawione. I dopiero dziś, przy okazji WOŚP mnie tak ruszyło. Nasz Marceli też korzystał z tego sprzętu i dzieci są ważne oczywiście. Są najważniejsze. Ale w tych wszystkich dramatach są jeszcze ciche bohaterki, o których nie mówi się wcale. Dlatego ja powiem.

Taaak, wiem – odbiło jej. Urodziła dziecko i jej odbiło. Znaczy mnie. Czekam z utęsknieniem na komentarz, że powinnam zmienić nazwę bloga. Patrzcie jak zmieniam:

No pewnie, że syna swego kocham małpią miłością! Jest wspaniały, wszyscy go kochają, nie tylko ja. Koleżanki masowo pod jego urokiem nagle pragną się rozmnażać i zdaje się, że są już na tym polu pewne sukcesy.

Ale zanim założymy elektrycznego pastucha, a tatuś zacznie sprawdzać PIT-y potencjalnych narzeczonych, przechodzimy przez te wszystkie blaski (pierwszy świadomy uśmiech) i cienie (kupka w kolorze musztardy Dijon) rodzicielstwa. Przypuszczam, że jednym z największych koszmarów każdego rodzica jest wylądowanie z – wydawałoby się – zdrowym i radosnym bobasem w szpitalu. Cóż, to się zdarza. Kompletnie nie mam ochoty wchodzić w szczegóły, sprawa jest sprzed miesiąca do tego z happy endem. Ważne jest to, że trafiliśmy do jednego z najlepszych szpitali w tym kraju, w ręce prawdziwych fachowców, a nasz przypadek choć rzadki i poważny, to relatywnie łatwy do wyleczenia jednym sprawnym cięciem. I zapominamy o sprawie.

Nie chcę też pisać co się w takich chwilach czuje albo jakie myśli przychodzą do głowy kiedy słyszysz w jednym zdaniu takie słowa jak „operacja” i „narkoza” i to zdanie dotyczy twojego malucha. Wtedy naprawdę miękną człowiekowi kolana i zaczyna się taka karuzela uczuć, że ciężko to z czymkolwiek porównać. Nie polecam. To cholernie trudne momenty w życiu, ale zastanawiałam się po co nam się to przydarzyło? Bo przecież wszystko jest po coś, prawda? Być może za jakiś czas dojdę do jeszcze innych wniosków, ale póki co chcę się z Wami podzielić tym, co mnie najbardziej w tej naszej szpitalnej przygodzie uderzyło. I nie stawiam sobie tu pomnika – przy Marcelim warowaliśmy solidarnie i sprawiedliwie, na zmianę.

Kilka dni w szpitalu dziecięcym to naprawdę niewiele, ale dość by bacznie się rozejrzeć. Matki. Wszędzie matki. Wysokie, niskie, grube, chude – wszystkie jednakowo oddane walce o zdrowie swoich dzieci. Facet, który nocuje przy dziecku to jeden przypadek na dziesięć, może mniej. Gdzie nie spojrzysz – matki. Matki – heroski. Czy zauważyliście, że w szpitalach nie ma luster? Po nieprzespanej, przepłakanej nocy własna twarz to ostatnia rzecz, jaką człowiek chce oglądać.

Pewnie, że ze zbioru matek możemy wyodrębnić eko-mamy, które piorą pieluchy w orzechach i nie używają pampersów, albo madki, które jak nie dopierdolą innej madce w internecie, to nie żyją, albo matki-panikary, które ze stanem podgorączkowym u dzidziutka cisną na SOR… Właściwie cały szereg różnego rodzaju mam możemy wyodrębnić z tego wielkiego zbioru, ale jest coś, co łączy wszystkie matki bez wyjątku – kiedy walczą o swoje dzieci zmieniają się w lwice. Są NIEPOKONANE, w imię dobra swych dzieci są gotowe zabijać i flaki rozwieszać na pobliskich plotach. Owszem, czasem uaktywnia im się ta cecha również przy kasie w Biedrze, kiedy naklejki się zgadzają, ale zabraknie świeżaków, tylko że ja nie mówię teraz o tym pato-odłamie. Nie mówię też o kobietach ogółem, bo nadal stoję na stanowisku, że nikt tak nie dopierdoli kobiecie, jak druga kobieta, a czy akurat któraś jest matką to nie ma specjalnego znaczenia. Mówię o rzeczach naprawdę ważnych.

Nasze akwarium od sąsiedniego akwarium oddziela szyba. Za szybą jest dziewczyna z kilkuletnim synkiem. Nie wiem co mu dolega, nie mam śmiałości zapytać, tylko się do siebie pokrzepiająco uśmiechamy. Mały jest cały okablowany i wymaga serwisu właściwie non stop. Podglądam ją przez szybę. Albo właściwie widzę kątem oka jak często wstaje, ciągle coś przy nim robi, jak cała jest jednym wielkim narzędziem do serwisowania chorego dziecka. Bez jednej krzywej miny, bez skargi, niemal bez snu i kwadransa intymności tylko dla siebie. Pielęgniarka mówi, że to są stali pacjenci. Bardzo mnie porusza metodyczność tej dziewczyny, jej zacięcie i zero skargi. Nie wchodzi w relacje towarzyskie, nie siedzi z nosem w telefonie – ona całą sobą istnieje tylko po to, by wspierać swoje dziecko.

Ale chyba najsilniejsze wrażenie zrobiły na mnie okna. Wieczorem, stojąc w pewnym oddaleniu od budynku szpitala moją uwagę zwróciło to, co widać w oknach: starsze dzieci w łóżkach lub kręcące się po pokojach i oczywiście matki. Matki sprzątające, matki tulące, matki zatroskane, matki umęczone. Matki Boskie Polskie.

Pamiętam, że kiedyś w jakiejś zupełnie nie chorobowej sprawie byłam na onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka. Powinien tam pójść każdy, komu potrzebna jest lekcja pokory. Prawie się wtedy rozsypałam. I znowu wszędzie matki – waleczne, twarde jak stal damasceńska, niezłomne.

Matki są niesamowite. Matki to lwice. Pamiętajcie o tym nie tylko w kolejce do sklepowej kasy, ale też w wolnej chwili, gdy będziecie się zastanawiać do kogo zadzwonić. Bo to jest historia o wszystkich matkach. Naszych też.

Magda

Spodobał Ci się wpis? To fajnie. Będzie mi miło, jeśli pomożesz mi dotrzeć do szerszej publiczności i go udostępnisz. Dziękuję!

Podobne wpisy


LEAVE A REPLY

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zabawa niemowląt - sprawdź na Ceneo